• Słuchaj audycji w Roxy
   Piątek w Sidney - od 21:00
• Oficjalny profil na MySpace
   myspace.com/sidneypolak
• Nasz kanał na YouTube
   youtube.com/sidneypolak
• Sidney na Facebook'u
   facebook.com/sidneypolak

W najbliższym czasie nie mamy zaplanowanych koncertów.

carton

koncertomania


Wpisz szukane słowo lub wyrażenie.
Loading

 Polak w Knurowie 17.06...
 Pezet/Sidney Polak
 Jazgot Szklarska Poręb...
 jastrzębie zdrój.
 Organizatorzy imprez
 Sidney Polak 2010 Tour!
 Sidney w Toruniu! 14.1...
 tekst
 Sidney 100 lat !!!!!
 setlista z małego, kam...

business-school - liceum i szkoła policealna

beauty-art


  •  news   •  band   •  koncerty   •  historia   •  linki
  •  dyskografia   •  teksty   •  street team   •  galeria   •  kontakt
  •  forum   •  audio/video   •  klipy   •  extras   •  sklepik

Wyniki konkursu "Najebka życia"    

Poniżej zamieszczamy wiersze oraz opowiadania nadesłane na konkurs "Najebka życia" w lipcu 2004. Najlepszymi pracami wg zespołu okazały się:
Odjazdowa studniówka - autor: Łukasz Sikora (w kategorii proza)
Galileo rap - autor: chania (w kategorii poezja)

Moja najebka

autor: mosquito  

jestem po piwie pusta lodowka
a w zamrazarce stykam sie z vodka
czekam na czarter na wysypisko
a Tomek Hajto zamiast boiska
ogladac sobie spokojnie z bliska
to woli tirem wozic LM-y
przynajmniej wtedy nie robi sciemy
i zamiast pilki kopie celnika
to nasza narodowa klika
i to jest wlasnie moja najebka
az z piwa i vodki spadla nalepka

Najebka Siwego

autor: Siwy  

monopol odwiedziłem na początku...
wszystko było w porządku...
krzywo na mnie kasjerka spojrzała...
pomyślałem co za chała....
cztery skrzynki szefowo proszę...
czy ja kurwa to doniosę ?
w końcu podała nieźle zmachana...
nara nara - czas iść do Mara...
spojrzałem na świat pakując towar...
to nie wino ani zły browar...
to wódeczka bez popity...
jeszcze tylko po kielichy...
wkońcu tam wbiliśmy - wódę czystą wyjęliśmy...
jechaliśmy raz po razie - na zmianę po gazie...
jeden, drugi, trzeci czwarty, mieliśmy łeb otwarty...
bongo również poszło w tango - myślałem - będzie warto...
laski, cziki oraz panny - bierz co chcesz dobrze zmierz
idziemy do wanny bez kaszy manny - było ostro kochany...
minęła chwila namiętna - nagle coś pierdolnęło - dylemat...
od niedawna sie wozimy - z dzieckiem od pamiętnej biby...

Spacer po utracony raj

autor: Manu-ziom  

Poniedziałkowy wieczór, ciężki oddech, przez, który mogłem już nie raz wykitować dał mi się w znaki. Nic już mi nie pozostawało do zrobienia jak tylko wpaść do monopolowego, a mieścił się on nie daleko od mojej trzeszczącej chałupy, czyli jakieś 6 kilometrów, no plus dodać minus. Więc wsiadłem w swoje buty podziurawione zresztą od spodu przez nie umyślne chodzenie po rozbitym szkle, które wylądowało na kafelkach od wybuchu małej atomówki i zacząłem swój rytualny pochód w stronę światła, nieba, raju, (brak mi już słów, aby wyrazić ten stan, zwany oczekiwaniem na spełnienie codziennego obrządku, chwalenia czegoś, czego nigdy nie wolno było, ale ja już od początku wiedziałem, że to coś jest moim celem, jest istotą mojej nie marnej, lecz wspaniałej długiej egzystencji. Dalej, Dalej młodzi pędźmy, po żniwo, zbierajmy owoce, zacznijmy świętować- tak też sobie mówiłem podczas tej krótkiej drogi, aby uspokoić myśli niepokojące mnie już od zawsze, bo co się stanie, kiedy zabraknie?, Jak mi to wytłumaczy ten, co daje, że tak po prostu nie ma i już?, I tak od nowa, co rusz gotują mi się pytania, odpowiedzi nie ma albo jest ich miliony, idź do przodu, dąż do celu i to robię kochany Ojcze i idę po cel, którym ty mnie zaraziłeś!!! Musiałem się zatrzymać gdyż ciśnienie było tak silne, że gdybym nie odpoczął to bym nie doszedł, a tego sobie zrobić nie mogłem. Stojąc przy drzewie i patrząc na sklepienia gałęzi zastanawiałem się nad smakiem, nad tym, co mam teraz wybrać, bo nie mogę się przecież zastanawiać będąc już pod bramą raju!!! Wybrałem krwisty, słodki najlepszy ze wszystkich dostępnych, na nie uformowanym i nieokiełznanym rynku zbytu siarczanu i kwasu. Ze wszystkich sił, które mi dano najbardziej lubiłem tą, która pozwala mi na brak samokontroli, kiedy wpadam w szał już nie wiem, co dalej będzie i robię wszystko pod wpływem natarczywego stężenia w rurach, które oplatają mnie od początku. Szedłem, więc dalej i na horyzoncie ujrzałem punkt, który świadczył o tym, że coś jest nie tak, w pewnej chwili zdałem sobie sprawę z tego, że przez te wszystkie myśli, które nawiedzały mnie podczas całego życia, pomyliłem drogę i poszedłem w stronę minusową gdzie rozgrzeszenia niekoniecznie dawano, bo na półkach mieli tylko gorycz cielesną, a siarczanu wiśniowego z domieszką brazylijskiego aromatu świeżo parzonych owoców nie było. Pomyślałem sobie wtedy, że trzeba jeszcze raz wszystko od nowa zacząć, zmienić poglądy i upodobania…

Odjazdowa studniówka (zwycięzca w kategorii: proza)

autor: Łukasz Sikora  

Zdarzyło się to w styczniu 2004 roku. Tydzień przed studniówką dziewczyna,w której byłem zakochany zgodziła sie pójśc ze mną, choc zaznaczała iż jest tylko moją koleżanka. W końcu nadszedł dzień balu, wszyscy byli w szampańskich nastrojach a alkohol oczywiscie lał sie strumieniami. Moja towarzyszka wyraznie znudzona zniknęła mi z oczu pozostawiając mnie samego. Ale nic bardziej mylnego. Otóz na końcu stołu ujrzałem cudowny widok: dziewczyna o długich falujacych włosach, w króciutkiej sukience wyzywająco zerkała w moja stronę. Pewnie nigdy nie odważyłbym sie do niej podejść lecz tego wieczoru po kilku głębszych zatraciłem "wrodzoną nieśmiałośc". Tak rozwinęła sie cudowna rozmowa, okraszona wieloma drinkami. Czułem się szcęsliwy i dawno zapomniałem o niedoszłej partnerce, która bawiła sie z innym. w koncu zaproponowałem taniec. Zgodziła sie i juz po chwili w swietle reflektorów obejmowałem jej zgrabne ciało szepcąc do ucha czułe słowka. Potem były kolejne tańce a w przerwach coraz wiecej i wiecej napojów wyskokowych. Świat coraz bvardziej wirował , światła tańczyły coraz szybciej i szybciej a obok ona niczym anioł... Nagle ocknałem sie. Dookoła była cisza a ja siedziałem na tylnym siedzeniu w nieznanym mi samochodzie. Byłem pół nagi a wyglądałem żałosnie. Przypomniałem sobie studniówke i zrozumiałem ze urwal mi sie film. Poczułem mega doła jednak wszystko przestało miec znaczenie gdyz obok mnie była ona. Wygladała podobnie jak ja lecz dla mnie w tej chwili była najpiekniejsza na swiecie. Okazalo sie ze razem przesadzilismy z alkoholem i znaleziono nas nieprzytomnych i wtulonych w siebie w wc. Siedzielismy w samochodzie jej ojca. To byla najlepsza najebka w moim zyciu , gdyz poznałem swoja prawdziwa miłość i od tej pory ja i Kasia(tak miala na imie)jestesmy razem.

Najebka Wroniego

autor: Wroni  

A to bylo tak...
Nawalilem sie jak szpak!
Nogi z waty, zawrot glowy,
problem z aparatem mowy.
Elokwencja mi wysiada,
paw do gardla sie zakrada.
Znow zrobilem z siebie zwierze,
chcialem wstac - na glebie leze.
Rana pewnie niedozyje,
Kaczor gigant mnie zabije!
Jesli uda mi sie wstac,
Jutro znowu pojde chlac!

Najebka Sitka

autor: Sitek  

Gdy grzmiał jeszcze za oknem w spokoju poranek
I ledwo zdążyłęm wyjrzeć zza firanek
I zaraz do uszu mych dobiegł się hałas
To sąsiad uderza flaszkami o taras.
Nie myśląc ni chwili wyjąłem z swej szafki
Stare wytarte dżinsy, tenisówki w trzy łątki
I razem dawały mi flagę Etiopii
Na bluzie napis "Nie uronię kropli"
Wybiegłem z mieszkania, drzwi zatrzasnąłem
Lekko zachwiałem się, znów prosto stanąłem
I oczom mym ukazał się trzymany w ręce
Wielki, dobroduszny, Frater, w podzięce
Za pieniądze niedawno tak jeszcze pożyczone
Oddane z nawiązką, wszystko zwrócone!
I tak usiedliśmy na naszym kanale
Pomiędzy blokami a lasami i wcale
Nas nie widzieli ludzie z okolicy
Popijalismy Ducha Cysterskiej piwnicy
I tak już po kilku zauważyłem
Że kumpla z oczu swych nieco straciłem
Nie! Patrzę nagle! Brnie do mnie z oddali
Grupa znajomych, wiele by dali
Pewnie by być tu z nami wcześniej
Teraz już razem, jest jeszcze lepiej!

Piliśmy razem, Frater z Fraterem,
Kolejny poszedł, jeszcze ich wiele,
I pomysł był prosty, my stąd idziemy
Zaraz gdy tylko to wszystko wypijemy!
Z pieśnią na ustach, z radością na twarzy
Nikt tu o niczym już teraz nie marzy
Tylko zabawa i dobra rozmowa,
Droga szeroka, droga prawidłowa...
Lecz tu deszcz spadł nagle, gdy my te knieje
Podążaliśmy sobie, co się dzieje?
Pada jak nigdy, silne już błoto,
Didol wywinął głową wysoko
I efekt prawdziwy, znalazł się w błocie
Brudny ochydnie, co ja się pocę?!
Wziął go natychmiast brat jego kochany,
Otarł, lecz też był kompletnie pijany,
Zwymiotował na niego, fatalna to mowa
Wytarł wymioty i brudną rękę w piwo schował
A potem popijał to tak obrzydliwie,
Do dziś mam ochotę wymiotować jak o tym myślę...
Nic, deszczyk padał, więc siedzimy w pywnicy...
Cisza, zero głosu, nikt nic nie krzyczy...
Po godzinie wszyscy prawie się rozstali
Lecz nic z tego! Policje na nas nasłali...
Mandaty były, wszystkich spisali
Lecz nikt nie zapłacił... Byliśmy Pijani!!!!

LoL Ale kaszana HAHAHAH :P
Niby potem wyszło na to że pobiliśmy policjanta
Ale ja nic nie pamiętam... Była godzina czwarta...
Spałem w domku, obudziłęm się rano
Mandatu nie widzę, widocznie mi nie dano...
A dlaczego? Nie wiem! Naprawde nie pamiętam!
Wielki ból w głowie i dziura przepiękna...

Najebka Poety Podziemia

autor: Poeta Podziemia  

BUM SZAKALAKA KUMPEL PRZYNIÓSŁ 6 PACKA,
WYCIĄGNĄŁEM GRAMY DWA,
JUŻ SIĘ KRĘCI IMPRA DŻA !
PÓŹNIEJ PRZYSZŁY GOSIA, KASIA,
MIAŁY Z SOBĄ BUTLĘ "JASIA" !
KIEDY BYŁY JUŻ GOTOWE,
COŚ MNIE UDERZYŁO W GŁOWĘ,
ZAMIAST BRAĆ SIĘ ZA KOCHANIE,
PADŁEM TRUPEM NA TAPCZANIE !

(biały)

autor: alex  

otworzyłem białe drzwi
oczami zobaczyłem
tłum z afryki czarnych
tancerzy w extazie
szarpiących za sznurki
w mojej białej czaszce
wrzeszcząc histerycznie
daj nam ten rytm

przeszedłem dalej siebie
ruszyłem przez pokoje
gdzie chrząszcze taktujące
wchodziły w moją głowę
waliły skrzydłami
w biały mózg
wrzeszcząc histerycznie
daj nam ten rytm

wychodzę i wynurzam
tęczówki z twarzoczaszki
stado ważek wstrząśniętych
nie zmieszanych
bije odwłokami
szepcząc wściekle do mnie
daj nam ten rytm

na końcu korytarza
zważyłem swój mózg
był lekki jak dofodil
zerżnięty gdzieś nad ranem
rzygał w bok kryształem
i charczał jak jaguar
wrzeszcząc nieprzytomnie
daj mi ten rytm

Czas Alkopokalipsy

autor: Klony  

Było parno. We wszystkich krzakach iskrzyły się skośne oczy partyzantów Vietcongu czekających na chwilę naszej nieuwagi, by nam skoczyć do gardzieli. Zadepeszowaliśmy o wsparcie w ramach kontygentu NATO. Z odsieczą przybył Major Q z oddziałem siedmiu komandosów pośpiesznie zabranych z koszar "Żabka" na Nowodworach. Ostatni bastion nadziei koczował w nieludzkim napięciu w towarzyswie muskularnych górali z Tatr oraz rdzennych Polaków dumnie noszących staroplskie imię Lech. Pod naporem przeważających sił nasz oddział stopniowo topniał. Gdy zagłada sierżanta Klona oraz starszego sierżanta Klona zdawała sie nieunikniona przybył z ratunkiem. Chłopaki dzielnie rzucili się do walki, siła ataku dosłownie ścięła wroga z nóg. Wzmocnieni posiłkami z Wielkopolski, zajeliśmy pozycje na pomoście, aby zapewnić lepsze pole ostrzał. Wróg drżał ze strachu, slysząc nasze okrzyki bojowe, szczególnie słynny hymn dywizji "Łoooooo-o-o, przez całą noc!!!!". W końcu udało nam się przebić do drogi prowadzącej do naszego obozowiska. Major Q nie miał niestety tyle szczęścia... Wybuch miny uniemożliwił mu dalszy marsz, redukując postać budząca lęk u każdego wroga do wraku człowieka tarzającego się po ziemi. Reanimacja szokowa, w postaci kilku kopniaków wymierzonych przez młodszego sierżanta Klona, postawiła go na nogi. Dzielny wojownik był jednak na tyle zdezorientowany, iż pomylił Klona z wrogiem i znokautował go celnym ciosem kolby karabinu. Dzięki pomocy dzielnej sanitariuszki polowej udało się majorowi trafić do bazy.W tym czasie pewni cywile pomogli Klonowi dojść do siebie. Zagubiony starszy sierżant Klon oddzielony od jednostki bezradnie błąkał się po dżungli. Gdy stracił już niemalże całą nadzieję na ocalenie, natrafił na drużynę niemieckich najemników w towarzystwie trzech wietnamskich gejszy. W trakcie rozmowy okazało się, że jeden z nich jest pochodzenia polskiego, aczkolwiek znajomość Naszego Języka pozostawiała wiele do życzenia. Ich pomoc umożliwiła na powrót zjednoczyć oddział, czym zyskali sobie wdzięczność st.sierżanta Klona, oraz obietnicę spotkania, gdy to piekło sie skończy. Prawdziwy koszmar zaczął się dopiero, gdy major Q dostał ataku choroby tropikalnej. Jegom krzyki obudziły wszystkich w koszarach. Uspokoiła go dopiero interwencja sierżantów, który, udało się odnaleźćdrogę do bazy. Jeśli przyjąć, że choroba tropikalna była piekłem, nawet Mickiewicz nie znalazł by słów na opisanie naszego stannu rankiem.Tropikalna burza okazała się być zwykłą szarą ulewą, karabiny na powrót stały się butelkami, szał bojowy okazał się ostrym przepiciem. Jedyne co zostało to zmęczenie organizmu, Sahara w ustach, rana na głowie Klona młodszego, ciekawe spojrzenia ludzi na deptaku i jakżeby inaczej, pustki w kieszeniach.

Najebka Michała

autor: Michał Góra  

Jak ja bym się najebał, powiem krótko
zalałbym się tak wódką
że jakbym wstał to tak bym się chwiał
bym się przewracał co chwile
w żyłach miałbym takie promile
że aż
miałbym czerwoną twarz
przyjechałaby po mnie straż
ja zacząłbym uciekać
a oni krzyknęliby stać
ręce do góry brać
i już nic nie mogłoby mnie uratować.

Najebka Mirosława

autor: Mirosław Piwowarczyk  

Ta najlepsza,
Ta najsympatyczniejsza,
Bez alkoholu, bez narkotyków,
gdzie tylko słychać było jeden głos
Jeden naimilszy uchu
Którego nigdy nie zapomnę...

Wszyscy tańczą, bawią się...
A ja myślę nad sensem tego wszystkiego,
Nad sensem takich imprez, na które przychodzą zachlane dzieciaki...
bo za darmo...
Jednak wtedy nie było alkoholu, nie było narkotyków i...
wszyscy dobrze się bawili...

A jednak idzie...
Idzie szaleć bez tych świństw...

Pociągam za spłuczkę

autor: Wilku  

Domowa impreza,towarzystwo przy stole
Są śledzie,sałatki,na głowę dwa jabole
---
Piękne dziewczyny tu siedzą dokoła
Oj,chyba impreza dziś będzie wesoła!
---
Po dwóch jabolach robi się przyjemnie
Opowiadam,żartuję,energia jest we mnie
---
Teraz leją wódkę,piwem ją zapijam
Wszyscy mnie słuchają więc ja wciąż nawijam
---
I nagle w żołądku uczucie niemiłe
Czuję,że to zwrócę,co dzisiaj wypiłem
---
Nie wiem co robić,już pot na czole
Ależ mnie zemdliło,no ja pierdolę!
---
Z żołądka mi zaraz sałatki wypłyną
Wychodzę do kibla z poważną miną
---
Lecz jak tu haftować i odgłosu nie wydać
Zbyt głośno nie bekać,nie parskać,nie prychać
---
Obciach na maksa,bo czym hafty zagłuszyć?
Może wodę ze spłuczki do tego by użyć?
---
rzyganie skorygować z wody spuszczaniem
Jej szum zagłuszy odgłosy,moim zdaniem
---
Mając nadzieję wykonać tę sztuczkę
Wsadzam palce w gardło i pociągam za spłuczkę
---
Lecz cóż to?! Jaki obciach i chała!
Już głośno rzygam a spłuczka nie działa!!

Zalewamy robaka

autor: Wilku  

Zadzwonił kolega,bo na imprezę iść chciał
Pragnął się zabawić,bo kasy dużo miał
---
Wychodzimy na miasto,by wyrwać dziewczyny
Na mieście ich brak więc do klubu walimy
---
Zaliczamy klub pierwszy - panienek w nim brak
Więc jak tu się zabawić? No jak,no jak?
---
W drugim klubie tańczą tylko same dresy
A tam gdzie są dresy,to również ekscesy
---
Wychodzimy z niego szybko,póki żeśmy cali
Kolega już z nerwów kolejnego szluga pali
---
Trzeci klub przed nami,może tu są laski
Bramkarz nas zaprasza,nie chce od nas kaski
---
Wchodzimy do środka a tam chłopcy wszędzie
Chyba nic tu po nas - to gejowskie przyjęcie!
---
Klubów coraz mniej a panienek wciąż brak
Mój kolega zawiedziony,krzyczy głośne "fuck!"
---
Wbijamy się w klub czwarty i to chyba cud
Tu samców nie ma żadnych a panienek w bród
---
Zamawiam od razu dwa piwa i paluszki
Przyglądam się bliżej...przecież to staruszki!
---
Trafiliśmy tu chyba na emeryckie party
Ten spacer po klubach jest coś gówno warty!
---
Zrozpaczeni,kupujemy w nocnym czteropaka
I wracając do domu,zalewamy robaka

Historia Nie-jednej Najebki

autor: Leon  

Był złoty zachód słońca
I dzień zły dobiegł końca
W ten czas piękny z kumplami
Butelki wreszcie otwieramy
Nie ma, że nie pijesz z nami
Tutaj wszyscy są pijani!

Jeden browar, drugi browar
Trzeźwy nikt się nie uchowa
Jedno wino, drugie wino
Będzie wieczór szybciej płynął
Jedna wódka, druga wódka
Czasem pamięć bywa krótka

Tak od szyjki aż po denko
Daliśmy radę wszystkim butelkom
Nikt nie wie, co się działo
Można sądzić, że nie mało
Często zapominam, gdy wypiję
wtedy wiem, że CHWILĄ ŻYJĘ

Nie pamięta nikt nic z tego...
Ale przecież - to nic złego! :)

Życie

autor: Stasio  

Puste fifki, puste butelki, puste słowa
I tylko chora głowa, coś tam w sobie chowa:
Szczęście, radość, chęć do śpiewania
I jeszcze sił tyle, by śpiewać, aż do rana.

Może razem z Tobą, na Twoich kolanach,
Siedzi Twoja dziewczyna, także uhahana?
Może obok Ciebie, stoi Twój przyjaciel,
Może stoi ktoś obcy, kogo jeszcze nie znacie?
Może Pan policjant, spisuje Cię właśnie
Ty, w nagrodę za opiekę opowiadasz mu baśnie?
Może to alkohol, może brzmienie, może THC?
Może prościej jest powiedzieć - najepałeś się
I może znaczenia już nie ma jak bardzo,
To co ważne: Jest fajnie i żyć na zawsze warto.

Upadek

autor: Michał Błędowski  

Dramat w trzech aktach
(rekonstrukcja zdarzeń na podstawie relacji świadków)

akt pierwszy
Sobotni wieczór, jedno z toruńskich blokowisk, czterech ziomków. Kupujemy flachę, kwiaty, prezent i tak uzbrojeni ruszamy na osiemnaste urodziny koleżanki. Wchodzimy koło 20. Towarzycho już nieźle nachalne. Cóż... Składamy życzenia, witamy się z ludźmi, i inne tego typu nudne pierdoły. Wreszcie za miejsce spoczynku obieramy jeden z pokoi z tarasem na piętrze.
akt drugi
Na rozgrzewkę po 3 piwka. No ale ile można sączyć napój bogów? Bierzemy się za vode. Pierwsza flaszeczka Żubruweczki znika po 20 minutach. Solenizantka donosi kolejne, a my tylko wznosimy toasty. Po trzeciej flaszce nie mogę już siedzieć, trzeba iść potańczyć. Zchodze na dół z koleżanka w celu baunsu, lecz po około 10 minutach wracamy spowrotem bo mam problemy z koordynacja ruchów. Przedzieram się przez opary dymu tytoniowo-marichuanowego w celu dalszego tankowania. Po niedługim czasie totalnie zbombardowany udaje się na taras by się przewietrzyć. Opieram się o barierkę - i to był błąd :)
akt trzeci
Otwieram oczy, głowa napierdala niesamowicie, co się dzieje? Dotykam okolic skroni, potężny guz, polik rozcięty, bark napierdala. Na kanapie obok spostrzegam kumpla. Pytam co się stało, a on ze znikłem, szukali mnie wszędzie i znaleźli po pół godzinie leżącego na ziemi. Porostu bezwładnie wypadłem przez barierkę, lądując twardo na ziemi. Pewnie na trzeźwo bym sobie cos złamał, a tak tylko guz, parę siniaków i zadrapań;)

Galileo Rap (zwycięzca w kategorii: wiersz)

autor: Chania  

to nie sciema i nie kit, chcesz uslyszec niezle slowa, poczuc rytm
leja sie rymy jak piwo z kija, ja nawijam
szmerek, bajerek, maly porterek, galileo rap
moze tez kiedys nagram swoja solowa plyte
choc nie jestem polakiem, pezetem ani fiszem
o spokojnym zyciu w niespokojnym miescie
o zimnym Baltyku, brudnej SKMce
o atrapie rapu i atrapie piosenki,
za moimi slowami kryja sie dzwieki
rytm wybijaja puste butelki,
strzelaja korki, brzecza kapsle
non stop na rauszu, ciagle wakacje
moich przyjaciol razem cos trzyma
wspolnie wypita fontanna wina
gin, zubrowka, nalewka dziadka
plaza w Sopocie, na Egri skladka
puby, parki, knajpki, lokale
puszki, szklanki, kieliszki, pokale
100 miejsc i 100 okazji do wspolnego picia
powiedz mi co to znaczy dla ciebie "najebka zycia"?
moze do rana wloczegi od baru do baru
czerwone wino na forum romanum
polowanie na Bazanty, Smadni Mnisi ograni w karty
na rynku w Zywcu parasole, karuzela z alkoholem
rum, pinacolada slodka, z Absolutem pare spotkan
Mazury, szuwary, pierwsza wodka,
z czeskim absyntem przygoda krotka
ukrainskie piwo z plastiku, scina z nog tequila w Meksyku
Budweiser, Heineken, Lech, Tyskie, Corona
codzienna browarna litania nieskoczona
krotkie zycie, mocna glowa
Sopot Wyscigi, Gdynia Osobowa
smaki, zapachy, kolory, dzwieki
kufle, kieliszki, puszki, butelki
co to znaczy "najebka zycia"?
zycie nie kreci sie wokol picia
mozna o tym zapomniec, wymieszac procenty
jak Galileusz na stosie uparcie zaprzeczac
a jednak sie kreci!
ale najebka zycia to sciema i mit
licza sie rymy, muzyka i rytm! :)))

Piękny sen

autor: Zafascynowana życiem  

Kolejny kufel i literatka
Zębiska szczerzą radośnie się
Gdyby widziała mnie moja matka
To by za łeb złapała się.

Tak szybkie tempo, pełna kontrola
Poznaję laskę, a nawet dwie
No powiedz mała jaka twa wola
Chcesz? To ci raj dziś pokarzę.

Choć zblazowany, nie jestem zerem
Ostatni mach, a bardzo męczy mnie
I chociaż teraz z pustym portfelem
Jak się postaram zarobię stuwy dwie.

Budzę się z rana, kwaśna śmietana
Na ciele mym, gęsto klei się
O co tu chodzi, no powiedz mała
Hej gdzie ty jesteś, no pokaż się.

Na stole kartka, na niej słów kilka
Coś o śmietanie i to że udar mam
A więc to wszystko była pomyłka
Zjarałem się, a nadal kasę mam.

Trochę pospałem, fochem nie rzucam
To tylko był jakiś chory sen
U znajomego teraz na klatce kucam
Umawiam się na małe zalanie.

Dymu Kupa, Stara Dupa

autor: Zafascynowana życiem  

Otwieram drzwi,nie mówię nic
Zamykam je, uśmiech kroi się
Nagle w dół winda
W ręku Mirinda
Odkręcę ją, napiję się.

Skrzywiony uśmiech, idę sobię dalej
Mam extra dresik, w spodniach stuwy dwie
Jak mam okazję zielone palę
I bez okazji trochę popiję.

Kolejne wejście, znajome twarze
Machają do mnie, zaraz przywitam się
Niektóre znam, niektóre kojarze
I tak dziś z nimi zajebię się.

Zielony macha mi czymś przed nosem
Nie widzę nic, bo dymu kupa jest
Zaczynam mówić głośniejszym głosem
On coś mi daje, to zajebisty gest.

Szybciorem po wodę, bo w gardle dusi
I trochę żarła bo gastro mam
Tak zaspokoić pragnienie musi
Także Zielony, ja dalej gram.

W kiblu pobódka, wypływa wódka
Usta rozwarte, już wiem co się dzieje
Lecz w jakim stanie jest moja bródka
Nienaruszona, mam nadzieję.

Jaki jest mojej historii finał
Dzisiaj pięć razy mi przypominał
Biedny żołądek znów burzę przeżył
Za szóstym razem pewnie bym nieżył..

Chwilowa Radość

autor: Zafascynowana życiem  

Napisałam to tylko, by było pouczeniem
Lepiej to wysłuchaj i nie bądź jeleniem
Zacznę swą zwrotkę od przypomnienia
Imprezy, picie i dużo palenia

Najpierw posłuchaj pewnej historii
O jednym dzieciaku co skończyl w folii
Codziennie pił dużo i palił paczkami
Przebywał w knajpach z niezłymi laskami
Kręciła go bardzo codzienna dyskoteka
Na której żaden pies nie zaszczeka
Bawił się dobrze, nieźle odlatywał
Już ładnych parę lat w kościele nie bywał
Codziennie ćpał, był w dobrym humorze
Czasem palił w domu, raczej na dworze
Tylko we święta miał głodówkę z gliny
Ładnie wyglądać, pojechać do rodziny
Tam był też jeden,który się bawił
Codziennie z nim długo gramy palił
Lecz w końcu wracać musiał do domu
O tamtych zdarzeniach nie mówił nikomu
Jeden mówi nara,a drugi leje łzy
Już się nie przytrafią tak wspaniałe dni
Jeszcze raz w pociągu wziął se na wzmocnienie
Myślał,że odleci lecz nie w zapomnienie
Już ostatni raz odużył się w cieniu
Wsadzili go do worka z numerem na palcu
Zniknąłeś mały,zniknąłeś zakalcu.

Pogrzeb chłopca,ciepła dziś pogoda
Na ochłodzenie przydałaby się woda
Rodzice płaczą już nie ma syna
Jeszcze trochę i byłaby dziewczyna
Chłopak zawsze mówił, że jeszcze za młody
Mówił, że głupota te końskie podchody
Nie widział nic innego poza odlotem
Dziewczyna na potem,szkoła na potem
Niestety nawet kumple na pogrzeb nie przyszli
Niech mu sie nawet o tym nie myśli
Nie miał przyjaciół ten tępy zakalec
Sam w głębi ziemi został jak palec
Czy nie mógł być inny, bardziej mądrzejszy?
Czystszy, schlujny i porządniejszy?
Te wszystkie pytania są nie do pokonania
Są mądre lecz trudne do rozwiązania
Tylko jedno w chłopcu ceniono najbardziej
Tą nieskrytą szczerość kiedy gryzło w gardziel

Wracając z pogrzebu ojciec szuka matki
Szuka i szuka i idzie do chatki
Klucz do zamka, otwiera drzwi
Wisi sobie sznurek,a na nim matka tkwi..

Najebka Ani

autor: Ania  

Moja najebka wlasnie sie odbywa
To tylko dwa piwa, az dwa piwa
Dopiero dopijam pierwsze
I juz
Juz sobie samej przecze
Jestes pijana ?
Nie
Nie jestem

Moja najebka wlasnie sie odbywa
Jak refren powtarzam lyki piwa
Czasem wkladam do ust kroplowke
W niebieskie paski slomkowy "gun"
Celuje w gardlo, brazowe plynie
Juz, juz niedlugo
Nie bedzie go tam
Odstrzal

Moja najebka wlasnie sie odbywa
Brazowe plynie w niewidzialnej krainie
Obmywa zeby, zwoje przelyku, worki zoladka
Jelita piesci
Nerki nasyca
A
Jakim cudem do gory plynie ?
Jakim cudem do glowy
Mi wplynie ?
Brazowa substancja
Bo kolor skradla butelce
Od piwa
Gdy sie w niej dlugo przebywa

Moja najebka wlasnie sie odbywa
Wypilam te dwa piwa
I mam kurde nadzieje
Ze cos za to dostane

Śmiercio-picie zabiera nam życie

autor: Nerak  

Rok temu w małym pomieszczeniu siedziało nas trzech,
Ja czyli Artek, Waldek i Cech,

Siedzimy, siedzimy i głową kręcimy a to pech,
zamuła, konkretna trzeba było kupić ŻYWIEC, nie Lech,

Więc jeden z nas wykiminił coś w mądrze sumie,
by sprzedać swoje majtki na gumie,

To pomysł oczywisty!! jak towar czysty,
Sasza miał na imię ziomal z Kijowa, sprzedawał majtki (GŁÓWNIE KORONKOWA),

Właściciel na Bazarze, fura w hangarze,
Włosy na żelu, na rękach tatuaże,

Morda spita w ręce ruski browar,
Ruskie nie ruskie.. ważny w sumie towar,

Na cóż to czekać.. Lecimy w kółeczko,
Waldek najlepszy, po lekcjach z piwskiem z teczką,

On lat szesnaście! dzisiaj na wagarach.
Rozgląda się patrzy.. idzie jego stara!!

Chowa browara w tył do kieszeni, a w mordzie jego się piwo pieni.
Więc, matka w spódnicy krzyczy sepleni, bo jej synek swoją osobowość zmienił!!

Pokorny Walduś w domku jest grzeczny
A w towarzystwie szatan sexejszyn!!

Mamusia Waldusia to pozostałość Komucha
wiadomo kto ją w dupkę dmucha.

Stąd Walduś ucieka, bo będzie lipa.
Przebiegł przez pasy, kolejne znowu, czerwone światło!! PISK SAMOCHODU!!
Ziomal na jezdni zabity leży,
Matka płacząca: TO PRZEZ WAS FRAJERZY!!

Taki był koniec histori smutnej,
Bo waldek był ziomal z ulicy "Okupnej"

Majtek nie sprzedał,
Pech straszny w sumie, ale opuścił kochaną...niunię.

Bałtyckie Bełty

autor: Szymon  

A gdybyśmy tak przez przez 2 lata jarali - srali - rymowali
A później to gówno do kupy niepodobne poskładali
To taki album byśmy zagrali
Że wszyscy by górale z Kasprowego pospadali !
Potem pewnej nocy przy świetle księżycowym,
Dobrej muzyce i bełcie wiśniowym
Na podwórku siedząc kocem chwały okryci
- A tu z nieba nagle zapierdalają kosmici!
Ubakana małych ludków zgraja
Wyskakuje ze statku wrzeszcząc "ALE JAJA !!!"
"Chłopaki, wy Ziemianie, niemobilni kosmici
taki szajs robicie super, wy jesteście wyśmienici!
My tu nuda, całe długie świetlne lata
Popierdalać poprzez przestrzeń statkiem, srata-tata
Nagle - co to?! Wibracje pojarane odbieramy,
Gdzieś znad Bałtyku jakieś dziwne fiku - miku!
Parę machów później, z agendą zapoznani
Teleportowane bełty, a my najebani!
Teraz się bujamy, nudy już nie znamy
Ostro bakamy, mózgotrzepy wypijamy
I przy waszym szicie non-stop baki zrywamy!"
To niekoniecznie rekonstrukcja wydarzeń,
Dziennik smażeń
Bakałamarz porażeń.
Rdzeń kręgowy niosąc info do głowy
Zasugerował mi stan rzeczy takowy.
Więc może by tak jednak spróbować,
Zafalować, miast gdzieś po kątach to chować?
Fiku miku, graj mi ty patefoniku
Chyba czas najwyższy na czary znad Bałtyku.

Randka w ciemno

autor: Zafascynowana życiem  

To był ten dzień, w którym
Przebijałem się przez chmury
dymu, gorący lipiec
wszyscy kręcą dupą jak Szejki Sivens
Tutaj każdy lubi bugi
Co się nie ma to się lubi
Dobrze to znamy
Szukam laski jak dynamit
O kłopotach z dziewczynami to już śpiewał kiedyś Kazik
W oparach dymu i przy procentach
Tak tą imprezę zapamiętam
Zbijam na parkiety
poszukać kobiety
Minut kilka sączę browar
Trochę boli mnie głowa
Nagle widzę ją, uśmiecha się do mnie
Jeszcze chwilę i pewnie będzie po mnie
Podejdę do niej, stanę z bliska
Śliczna kotka pewnie nie je whiskas
Więc podam jej drinka
Nastawaiam się na freestajl
Bejbe jestem cały twój
Może jest ci zimno, dam ci sweter swój
Minęła chwilka bla bla bla
Gada mi się z tobą fajnie
Może do mnie wpadniesz
Mówię ci, będzie super
Mam w domu miękkie łóżko i komputer
Rodziców nie ma, więc możesz być dłużej
Ona mówi fajnie i pach - prosto w buzię
Dalej zgrywam gościa na luzie
Myślę sobie będę lepszy
Żeby tylko nic nie spieprzyć
Sory mała, dla ciebie się spalam
Mogę być twoim Jerem Mc.Quaja
Stary do roboty, to nie pierwszy maja
Uwierzyłem w siebie to pewnie ta faja
Cera jak u dziewczyn w ciepłych krajach
Teraz tylko fuck
Zaraz trafi mnie szlag
To był w dziesiątkę strzał
Kolorowe sny kiedy ja dotykam ciebie
Wtedy czuję się jak getto superstar
Rano budzę się sam
Tak, zero atrakcji
Myślę nowy dzień będzie lepszy
Nagle dzwonek do drzwi
Czy masz może jeszcze jedną pepsi...

3500 kroków

autor: Kuty  

Od tego dnia wiem że między mostem drogowym a kolejowym w Toruniu jest około 3500 kroków. Mieliśmy chlać pierwszą wódkę - z Publikiem, kumplem z klasy, mieliśmy po 15 lat. Wódka nazywała się Batory (Polmos Toruń). Jednak pomimo, że Public się złożył to pić nie chciał, speniał czy co? Do dziś nie wiem. Wypiłem sam, Dobra Była wchodziła, "jak woda" piłem z gwinta do czasu jak jakiś bum, tuż przy dnie, dał mi kubek mówiąc: "nie pij gówniarz z gwinta bo siem porzygasz". Wszystkiego picia było z 7 minut. Potem się obudziłem w rzygach, ale było jeszcze jasno, żeby rozjaśnić umysł liczyłem kroki między mostami, recytowałem wierszyki Bursy. PO 5 godzinach od zakupu wódki byłem świeżutki w domku nie było jeszcze północy, jeszcze ze starym jakieś tam słowo zamieniłem i w kimono. Minęło 12 lat. Chleje dalej, to już norma. Ale jakiś rok temu byłem razem z Kołem Naukowym Historyków UMK na Białorusi, tam to było największe chlanie w moim życiu, 10 dni non stop, "nafta" i piwo lidzkie- nie dobre. Ale Wóda dobra i tania. Jak wróciłem to nie mogłem się do Kobiety odezwać, bo brakowało mi prądu w bani.
"Sięgaj, tam gdzie wzrok nie sięga".

Inwazja śmierci z Plutona II"

autor: Wygasły Max  

Najlepsze są takie wesołe wspominki, gdy się coś stało, ale nikt nie doznał krzywdy. Ta historia jest właśnie taka. Pierwszy sylwester za małolata...

Opowiem tu jedną ze starych pamiątek. Jeśli jest COOL, to znaczy, że złapałeś wątek.

W głośnikach szła "Inwazja śmierci z Plutona", gdy nagle ktoś krzyknął, że właśnie kona:

- Widzę anioła! - wrzeszczał na półkotapczanie.
- Dajcie mi nóż! Niech się to już stanie!

Wszyscy raptem osłupieli i na zabawę chęci nie mieli. Kiedy sytuacja stała się dynamiczna, tj. zupełnie chora, myślałem, że gościa nikt uratować nie zdoła.

Aż tu wpadła jego starsza siostra:

- Rzygaj - krzyknęła - tu miskę przyniosłam!

Po dziś dzień zastanawiam się, co było przyczyną tej depresji. Wszak kiedyś niestosowano sztucznej TURBOPRECESJI.

... A to, kurwa, tylko zajebany z piwnicy sąsiada PODGNITY SWOJACZEK. Fajne, prawda? Tylko skąd się wtedy wzięła ta starsza siostra?

Spokojna noc w domu starców

autor: Julka  

13 Sierpnia. Wczesne, letnie godziny wieczorne na urodzinowej imprezie zaczęły płynąć w litrach piwa. Pierwsze puszki weszły gładko, kolejne kupione w sklepie o nazwie "Śnieżka" - również. Parę kolejek jakiejś taniej wódeczki powoli dawało po sobie znać... W trakcie libacyjnego odpoczynku ok. godziny 1 w nocy na horyzoncie pojawiło się tanie wino zwane "XXL" o smaku wiśniowym bądź malinowym. Niestety mała biedna główka nie wytrzymuje zbyt wiele po obaleniu ponad połowy półtoralitrowej butelki jednym haustem. Wtedy zaczyna się jak by to delikatnie powiedzieć - jazda. Z tego co pamiętam dziewczynka znalazła sobie o osiem lat starszego chłopaka, który mówiąc szczerze - niezbyt jej się podobał. Na owej imprezie heft lał się często z gardeł uczestników zabawy. Musze stwierdzić, że pensjonariusze nie będą odczuwać później najmilszego zapachu (nie powiedziałam, że całe te urodziny odbywały się na terenie ośrodka spokojnej starości) wydobywającego się z przeróżnych krzaków ,które się tam znajdowały. Jak to na każdej podobnej imprezie organizowanej w lecie (na polu ) nie odbyło się bez ogniska przy którym siedziało tylko paru chłopaków, którzy trafili na cała akcje przypadkiem. Ich obecność nie byłaby problemem gdyby nie fakt ,że ta cała, wesoła kompania zjadła cały zapas żywności - zwany po prostu kiełbasą oraz trzy z czterech bochenków chleba! Z racji nasilającego się głodu i rozsądku mówiącego - lepiej coś zjedz zanim znów zaczniesz pić - mała brygada (no jakieś 7 osób) wybrała się o czwartej w nocy po coś do jedzenia. Niestety najbliższa, działająca cywilizacja była oddalona o jakieś 10km. i była to najpierw piekarnia ,w której nie chciano sprzedać rogalika oraz stacja benzynowa posiadająca największą ilość ciastek w Polsce jeśli chodzi o produkty do zaoferowania. Po całej wyprawie podróżnicy prawie wrócili z niczym - nie licząc dziury w nodze kolegi na jakieś 2 cm (jak się później okazało but był cały a stopa była rozwalona [od dołu] ). Sen zmorzył uczestników o różnych porach. Jedni leżeli na podłodze - inni na nie rozłożonych śpiworach i folii (tej z bąbelkami). Kilka dni później dziewczynka nie miała już chłopaka a do tego ciągle jej wmawiają ,że prawie zwisając ze schodów rozłożyła ręce i krzyczała - ludzie patrzcie! Ja latam!!

Picie w sensie życie"

autor: Anka  

Pijałem raniutko i pijałem nocą
Piłem aż do dna nie wiadomo po co
Piłem dla smutku i piłem dla śmiechu
Piłem przed grzechem, piłem też po grzechu.

Piłem jabcoki i wino Gellala
Stypendium nam nieco wypić pozwala
Impreza dla picia, picie dla imprezy
Człowiek w możliwości po prosu nie wierzy

Trzeźwość to stan przejściowy zaraz szybko minie
Jak wypijesz nieco kochasz się w dziewczynie
Po chwili nie wiesz, w której, zabawa morowa
Stan trzeźwości niechaj się za krzaki schowa

Wynalazków nie lubię, przedłużają kaca
A leczenie kaca to jest ciężka praca.
Kiedy już miną skutki złej zabawy
Trzeba wreszcie coś wypić, żeby nie wyjść z wprawy.

Jeśli sprawa nas nagli i paw na tapczanie
Wyjmij kota z koszyka i zrób nim sprzątanie.*

*rzecz miała miejsce w latach 70-tych w Zagłębiu na jakiejś imprezie studentów Akademii Medycznej (Wydział farmacji) kot przeżył.

Najebka Mirka

autor: Mirosław Drozd"  

Ciągniety namietnością pojechałem na wies zabita dechami blisko granicy wschodniej. Wszystko tylko po to by spotkac się z nia. I tak się tez stalo. Błysk, czerwień, strzała....wszystko było jasne. Wieczorem dnia nastepnego rzuciliśmy się na impreze do znajomych. Kilka godzin wczesniej byliśmy na melinie po 96% spirytus made in ZSSR. 24 zł za litr...zrobilismy 4 flaszki cytrynówki..przepis prosty – pół kilo cytryn, kilo cukru na pół litry spirytu...i niech się przegryza kilka godzin. Efekt jest taki – pijesz, pijesz nic nie czujesz. a tu nagle fik....i gleba... Noc była mokra, tak jak i nasze gardła, deszcz padał a my zalewalismy się w trupa. Po tym rytuale moja swieza eks wymierzyła mi 3 sierpowe na szczenke w damskiej ubikacji – ot tak za świeże rany, za to żem chujem i romantykiem wtedy gdy mi trzeba. Nastepnie zdzieliła jeszcze dwóch kolesi bo stali jej na drodze agresywnego bujanego chodu. Kilka godzin spedzilismy by ja znalezc...na prozno....w strugach deszczu, w wodzie po kostki przemaszerowałem całą wieś...a na ustach piosnka o winie i dziewczynie, z którą bym chciał otwierać je....znalazła się dnia nastepnego, cała i zdrowa, bez agresji...dzis dwa dni po imprezie mam glowy zawroty gdy spuszczam ją w dół..mam tez dziewczyne i korkociag jak również przyjacielskie stosunki z moją byłą bokserką....

SZWAGIER EWAKUACJA czyli uwaga na colę z rurką

autor: Videlec  

Odwiedził mnie szwagier z miasta portowego
Równy gość, smakosz produktu krajowego
Ziemniaczany ocean osuszyliśmy w chacie
O północy do zwiedzania ruszyliśmy bracie
To była przytulna knajpka jazzowa
Z Milesem w głośnikach, ale zupełnie nowa
Artystki w futerkach, w brodach wierszokleci
Cola z rurką i do rana zleci
Wolny pleis był tylko przy jakiejś młodej parze
Później się okazało, że siedliśmy przy ofierze (ofiarze)
Do państwa - PARDON, a do mnie - SZWAGIER EWAKUACJA!
Niestety pod stół poszła kolacja
Chciałbym w tych słowach przeprosić owych ludzi
I nawet zastrzec, że historia się nie powtórzy
A kiedy ciebie odwiedzi szwagier z miasta portowego
Po prostu, nie proponuj nic gazowanego!

1989

autor: Nikita  

Pewnego dnia czercowego
Airon, ja, Tolek i Wujas Jego
Kupiliśmy parę flakonów i sardynki
Na zapojkę butelkę wody "Krynki"
Wydeptalismy trochę pokrzyw
Za chatą postawiliśmy krzesła
W czasie dyskusji, bez żadnego oporu
Większa część płynu do brzucha weszła
Zgon nastąpił dość szybko
Mimo że zagryzaliśmy rybką
Budzimy się, widzimy że spadł deszcz
W konserwie pełnej wody sardynka pływa
Kolega Airon leży w pokrzywach
Chleb spuchł do wielkości opony
A każdy z nas jakiś mało zadadowolony
Po rekonstrukji zdarzeń którą z kolegami odbyłem
Dowiedziałem się, że wokół domu bez filmu
z pęczkiem szczypioru w ręce
Kilkanaście razy jak Indianin chodziłem
Co sąsiadka w tytejszym języku określiła:
Z dołhimi wołosami kak Chrystos
Wokoło dama poł hodyny chodyw
A w ruci szczypior nios.

Najebka Marusia

autor: MaRuŚ  

Miejsce akcji czas degustacji
wszystko zaplanowane ,pozapinane na ostatni guzik
piwo laski luzik !
Wchodzimy do chaty i strzelają baty
nie to nie baty to wystrzał piwnej armaty
leje sie browar siada obok towar
zapoznanie czas na pogadanie
daje jej browara smakuje nektara
pije Go powoli nie traci kontroli
mówi że nie pije pepsi jaboli i coca coli
kończy sie jej browar imprezowy towar
daje następnego potem trzeciego czwartego piątego szóstego
laska nie panuje czuje blusa czuje
idziemy do sypialni ciuchy zdejmujemy jak Amerykanie w pralni
nagle ktoś puka to policja zaczepki szuka
otwiera kumpel pijany ja już ubrany troche rozchełstany
dalej pamietam ze sie budze i sie nudze
rozglądam se troche potym hotelu wkoło pełno menelów
gdy wychodze dostaje od kierownika rachuneczek a na nim kwota taka jakbym wypił wódy z 10 beczek
mówie do siebie ku..po pijaku więćej nie bede wyrywał dupeczek!

Najebka Maćka

autor: Maciek Kiełkucki  

Pamiętam to jak dziś.. Tego dnia... no powiedzmy nocy przestałem być chłopcem... stałem się mężczyzną. Jako świeży abslowenci jednego z białostockich Gimnazjów postanowiliśmy całą klasą spędzić noc na libacji alkoholowej.. miejsce libacji- ogródki działkowe. Było nas 13chłopa i 17 dziewczyn. Wszystko było kulturalnie zorganizowane: muzyka, dziewczyny, i co, jak co.. alkohol. Nie jestem dobry z matmy, ale wyszło tego około 0,7 na osobę nie licząc browarów. Jedyna marka, jaką do tej pory pamiętam to ryżówka mojego kumpla, do tej pory na jej myśl boli mnie głowa. Dziewczyny jak to dziewczyny pierwsze odpadły. Najebka trwała całą noc. Jako że dziewczyny w większości zaliczyły zgona tańczyliśmy.. chłop z chłopem. Około 2 w nocy zabrakło napojów procentowych. Udaliśmy się do centrum miasta oddalonego o jakieś 5 km i już o 4 byliśmy spowrotem na miejscu. Chłopaki podczas naszej nieobecności nie próżnowali.. przekopali wszystkie grządki w promieniu 20 działek w poszukiwaniu ogórków na zakąskę. Jako że nie miałem już sił pić położyłem się obok koleżanki, która po kilku minutach wyhaftowała, wyglądało to jak wybuch Etny. Zmieniłem koleżankę. Wtedy stało się to, czego do dzisiaj nie zapomnę. Co prawda nie tak to miało wyglądać, ale było cudownie. Jakoś nie przeszkadzało nam, że 30 innych osób spało albo piło obok nas. Około 15 gdy kogut zapiał (raczej sąsiad z altany obok)Zerkając do tyłu zobaczyłem kolegę ze sprzętem na wierzchu przymierzającego się do mojego otworu wylotowego. Natychmiast otrzeźwiałem i wykręciłem mu tą jego zerdzewiałą maszynę. Od 2 lat już go nie widziałem, może chłopak wyprowadził się do innego województwa, bo już następnego dnia ta akcja była tematem nr jeden na osiedlu.

projektowanie stron WWW | bloczki fundamentowe Toruń | Semmelrock, Libet Toruń grafika: Trust, bart, Tom Petty