• Słuchaj audycji w Roxy
   Piątek w Sidney - od 21:00
• Oficjalny profil na MySpace
   myspace.com/sidneypolak
• Nasz kanał na YouTube
   youtube.com/sidneypolak
• Sidney na Facebook'u
   facebook.com/sidneypolak

W najbliższym czasie nie mamy zaplanowanych koncertów.

carton

koncertomania


Wpisz szukane słowo lub wyrażenie.
Loading

 Polak w Knurowie 17.06...
 Pezet/Sidney Polak
 Jazgot Szklarska Poręb...
 jastrzębie zdrój.
 Organizatorzy imprez
 Sidney Polak 2010 Tour!
 Sidney w Toruniu! 14.1...
 tekst
 Sidney 100 lat !!!!!
 setlista z małego, kam...

business-school - liceum i szkoła policealna

beauty-art


  •  news   •  band   •  koncerty   •  historia   •  linki
  •  dyskografia   •  teksty   •  street team   •  galeria   •  kontakt
  •  forum   •  audio/video   •  klipy   •  extras   •  sklepik

produkcja solowa    


Sidney Polak

tytuł: Cyfrowy Styl Życia
premiera: 27.03.2009

Od pierwszego wydania mojej debiutanckiej solowej płyty minęło już pięć lat. Bardzo szybko ten czas zleciał. Nie jest łatwo wydać drugą płytę w momencie, kiedy pierwsza spotkała się z tak pozytywnym przyjęciem. Nie przeczę, że dotknął mnie problem wyboru dalszej artystycznej drogi. Ale nie tylko względy artystyczne zaważyły o tej długiej wydawniczej przerwie.
W międzyczasie zagrałem ze swoim bandem mnóstwo koncertów, praca w moim macierzystym zespole T.Love wrzała na maksa, do tego wypadek narciarski i jeszcze kilka życiowych przygód.
W zasadzie większość piosenek miałem już gotowych jakieś dwa lata temu. Jednak cały czas czekałem na ten najlepszy tekst. Czułem, że nie powiedziałem jeszcze wszystkiego. Teraz, gdy słucham tej płyty jest ona dla mnie logiczną całością. Cyfrowy Styl Życia to album bardzo osobisty, można nawet powiedzieć, że egocentryczny. Nie umiałem znaleźć tematów poza sobą. W piosenkach opisuje dość dokładnie swoje życie, przedstawiam również kilka przemyśleń, na które los otworzył mi oczy, i to nie tylko w kontekście nowych technologii czy internetu. Tytuł potraktowałem dużo szerzej, niż można by było się spodziewać. Ta płyta jest pozytywna, choć już nie tak zabawowa jak poprzednia. Mam wrażenie, że zrozumie ją człowiek w jakimś sensie podobny do mnie, a więc trzydziestoparolatek mieszkający w pędzącym mieście. Żyjący tak jak ja w wielu wymiarach, błąkający się między doczesnością, a pragnieniem "szerszego spojrzenia", hedonizmem a przemyśleniem, poczuciem szczęścia a codziennym szarym niepowodzeniem. Tak mniej więcej wyobrażam sobie mojego odbiorcę. Mam także nadzieję, że gatunkowa wielowątkowość tej płyty nie jest problemem. Cały czas fascynuje mnie łączenie dźwięków z rożnych muzycznych obszarów.
Bardzo się cieszę, że Kasia Nosowska zgodziła się ze mną zaśpiewać piosenkę country, że EastWestRockers fajnie ubarwiło piosenkę Blask, a Iza, szwajcarska przyjaciółka naszego klawiszowca wraz z Pezetem dubowo zakończyła album. Większość muzyki zrobiłem z keyboardzista Michałem Mareckim, o nagranie gitar akustycznych poprosiłem Marcina Majerczyka - ewidentnie jednego z najlepszych gitarzystów akustycznych na co dzień współpracującego z Maryla Rodowicz, chłopaki z T.Love nagrali mi kilka gitar elektrycznych, gitarowe czaki zostały w rękach Siwego, bębny i bity zrobiłem sam albo nagrał je Piotr Pniak. Bardzo przepraszam też swoją żonę, że 4 dni z tygodnia wakacji na Florydzie spędziłem z kubańskimi trębaczami w studio (jak zwykle miało być inaczej:) ). Pojawia się też nowy element - harmonijka ustna zagrana w większości przez niezniszczalnego Tomka Bieleckiego. Większość trudniejszych śladów pomógł mi nagrać Adaś Toczko w swoim studio i Leszek Kamiński w S-4. Lechu także zajął się miksami.
Dziękuję też niemieckiemu producentowi Krutschowi z ekipy Culcha Candela za bit oraz miks do piosenki Blask, a także za miks Skutera.
Mam wielka nadzieje ze ludzie, którzy pisali do mnie maile domagając się drugiej płyty wybacza mi tak długie oczekiwanie. Nareszcie z czystym sumieniem mogę ją oddać w ich ręce. Po prostu nie umiem już w niej nic poprawić:).

Szach-mat
Deszcz
Blask
Miłosć w formacie JPG
Zwolnij dziś
To był dzień w Warszawie
Marry&Jerry
SOS
Wieżowce
Wyspa man
Skuter
Sztorm
Natalia
Ostatni dźwięk


Sidney Polak

tytuł: Sidney Polak
premiera: 22.05.2004

Pierwsza solowa płyta Sidney`a. Dwanaście piosenek plus trzy skity. Połączenie trzech gatunków muzycznych - hip-hopu, reggae i folku. Koncept album wesoło opowiadający o rzeczywistości przez pryzmat spożywania napojów wyskokowych. Płyta jest hip-hopowa na kilku płaszczyznach. Pierwsza z nich to słowo - słowo, które jest obecne na tej płycie non-stop. Generalnie są to utwory nawinięte, może nie zarymowane, bo to bardziej melodeklamacja niż rym, ale jest. Druga płaszczyzna to bity i jednostajność niektórych podkładów. W kilku piosenkach w ogóle nie ma refrenów w sensie oddzielnych części muzycznych. Płyta powstawała w Tarchostudio pod okiem Kajetana Aronia, a później Adasia Toczki w 2002 i 2003 roku. W kilku miejscach pomógł też asystent Adasia - Szymon Siejko. Powstawała długo, bo studio było za free i jak Sidney chciał już iść do domu, to po porostu szedł i koniec. W między czasie oczywiście grał koncerty z T.Love i wyprodukował koncertowa płytę T.Live. Ciekawi muzycy sesyjni - nieżyjący już niestety Wojciech Seweryn, gitarzysta Janerki, Janek Benedek, filar dawnego T.Love, Mikis Cupas gitarzysta Wilków, kumpel Sidney`a jeszcze z liceum i sekcja dęta w postaci Korzenia, Strusia, Rytki, Dominika Trębskiego i Marcina Ołówka. Goście hip-hopowo-reggae'owi, czyli Pezet, Trzeci Wymiar i Pablopavo oraz Reggaenerator ze Zjednoczenia Sound System nadają niewątpiwego kolorytu. Płytka zbiera dość dobre recenzje i o dziwo podoba się nie tylko hip-hopowcom czy regałowcom, ale także ludziom nie związanym z żadną subkulturą. Gratulacje złożył nawet znany pisarz Krzysztof Varga:). Płyta podobała się również w Chorwacji, gdzie słuchano z niedowierzaniem piosenki Chorwat:). Mówi się, że zawiera niezłe teksty! Zapraszamy do posłuchania promo-miksu i dwóch samplerów płyty w dziale audio/video.

Witam!
www.tekila.pl
Otwieram wino
Butelki
Skit 1
Radio Warszawa
Przemijamy
Inny Wymiar
Skit 2
Ragga-Rap
Chorwat
Skit 3
Chomiczówka
7 Grzechów Popkultury
Wkładam łyżkę w szklankę



tytuł: www.tekila.pl
premiera: 03.05.2004

1. www.tekila.pl
2. Ragga-Rap



tytuł: Otwieram wino
premiera: 13.07.2004

1. Otwieram wino feat. Pezet
2. Otwieram wino (remix)
3. Przemijamy feat. Pablopavo, Reggaenerator
+ teledysk www.tekila.pl


tytuł: Chomiczowka
premiera: 29.11.2004

1. Chomiczówka
2. Wkładam Łyżkę w Szklankę
- nizależne remiksy sieciowe:
3. Butelki - Bolec 1 rmx
4. Butelki - Mishass rmx
5. Butelki - Rehtone easy rmx
6. Butelki - Afryka Colectiv rmx
7. Butelki - Bolec 2 rmx
8. Butelki - Mi mi rmx
9. Butelki - Rehtona rmx
+ video Sidney Polak feat. Pezet "Otwieram Wino"


tytuł: Chorwat
premiera: 06.06.2005

1. Chorwat


tytuł: Stop Global Experiment
premiera: 08.08.2005

1. Stop Global Experiment
2. Reni Jusis i Sidney Polak mowią o kampani Detox
3. Reni Jusis i Sidney Polak mowią o kampani Detox
4. Reni Jusis i Sidney Polak mowią o kampani Detox
+ video "Stop Global Experiment"


tytuł: Przemijamy
premiera: 24.11.2005

1. Przemijamy

produkcje grupowe    


T.Love

tytuł: T.Live
premiera: 08.11.2003

Dwupłytowy album koncertowy plus trzy nowe piosenki: "Polish Boyfriend" - singiel promujący, "Pozytyw" - dodatek, żeby nie było łyso oraz "Europolska" - piosenka napisana przez Muńka z obawy o losy państwa przed referendum europejskim:) Część koncertową stanowi koncert nagrany w Stodole z okazji dwudziestolecia zespołu. Ta część płyty (a raczej cała pierwsza i 70 procent drugiej) została wyprodukowana przez Sidney`a (oczywiście do zrobienia soundu został zatrudniony Kajetan Aroń, a nad całością czuwał Muniek). Można śmiało powiedzieć, że to najlepszy koncert zarejestrowany przez zespół w swojej historii. Co prawda koncert w rzeczywistości był dłuższy i trochę materiału wyleciało, zostały poskracane przerwy pomiędzy piosenkami i częściowo zmieniona kolejność, ale śmiało można powiedzieć, że forma bandu podczas tego koncertu była wysoka. Ogromna ilość czasu włożona przez Sidney`a w tę płytę dała efekt. Wszystko bardzo energetyczne i z czadem. Należy tylko żałować, że przy okazji tego koncertu nie powstało koncertowe dvd. Co do części studyjnej realizowanej także w Tarchostudio pod okiem Majchera i Adama Toczko, który czuwał nad soundem, zdania są podzielone. Jedni twierdzą, że "Polish Boyfriend" to piosenka nieudana, spóźniona w swym zamyśle próba pastiszu w stylu "Chłopaki nie płaczą". Inni twierdzą, że to fajne, śmiałe i perwersyjne potraktowanie tematu polskiej, głupiej i wieśniackiej komercji początku następnego wieku. Sidney jest zdania, że "z braku laku lepszy kit" i że i tak była to jedyna piosenka, która wtedy była gotowa do napisania tekstu i która rzeczywiście miała szansę być dobrym singlem. Wyszło tak, jak wyszło i utwór nie był grany w największych radiostacjach i nie został tzw. "hitem". Teledysk autorstwa Ani Maliszewskiej z jednej strony wywołuje uśmiech, z drugiej jednak jednoznacznie spłyca piosenkę do rangi tylko i wyłącznie żartu. "Pozytyw" miął być typowym T.Love`m i wyszedł odrobinę za typowo, natomiast "Europolska" (skądinąd świetna kompozycja) swoją dosłownością delikatnie zniesmacza. Nie ma tu uniwersalności przekazu (nawet politycznego) znanego na przykład z piosenki "Jest Super". "Europolska" jest po prostu smutna i dołująca. Ale cała płyta jest spoko:).


T.Love

tytuł: Superprodukcja
premiera: 22.02.2003

Płyta z soundtrackiem do filmu "Superprodukcja" Juliusza Machulskiego. "Machul" zachęcony sukcesem piosenki "Kiler", w wykonaniu Elektrycznych Gitar, która stała się przebojem, chciał powtórzyć sytuację tym razem zwracając się do T.Love. Dla zespołu oferta była o tyle ciekawa, że nigdy nie robili piosenek specjalnie na potrzeby normalnego, fabularnego filmu. Scenariusz nie był rewelacyjny, można nawet powiedzieć, że czuć było już od początku, że nie będzie to nic specjalnego. Jednak sława reżysera i swoista "niby" nobilitacja, która za tym szła, wygrała. Piosenki "Luźny Yanek" i "Bang, bang, bang" zostały napisane specjalnie pod scenariusz, który opowiadał o krytyku filmowym, który zmuszony przez mafię, sam staje się scenarzystą i musi napisać scenariusz kasowego przeboju. Nie do końca można zrozumieć przesłanie tej komedii. Chodzi chyba o to, że nie jest łatwo napisać coś dobrego, więc krytyka polskiej kinematografii jest przesadzona. Sam pomysł na historię okazał się dość marny, a żarty w wykonaniu polskich aktorów typu Rewiński grube i mało śmieszne. Film nie miał powodzenia. Piosenka "Luźny Yanek" nie została zauważona przez radiowców, płyta w związku z tym sprzedała się bardzo kiepsko. Nie pomogły zabiegi Pomatonu, który czuł, że do tej płyty trzeba coś dodać, żeby ją "uciekawić" - zamieszczono na niej dwie piosenki Sidney'a, które były już gotowe, dodano wszystkie stare przeboje T.Love, takie jak: "Chłopaki nie płaczą", "Jest super", które pojawiły się w filmie. Nic nie pomogło. Płyta jest mimo wszystko słaba, głównie ze względu na kiepską muzykę ilustracyjną w wykonaniu niejakiego Macieja Stanieckiego i obciachowe dialogi z "kurwami" w stylu Bogusława Lindy :). Do piosenki "Luźny Yanek" Joanna Rechnio nakręciła teledysk, typowy clip na potrzeby promocji filmu - grający band przetykany fragmentami obrazka. No cóż, "Machul" nie pokazał formy znanej z takich filmów jak: "Vabank", "Seksmisja" czy "Kingsize". Film słaby, płyta trochę lepsza, ale nie dużo.


Ur

tytuł: Ur
premiera: 03.12.2001

Płyta bardzo dziwna i nieprzystępna. Michał "Kwiatek" Kwiatkowski, basista zespołu Kazik Na Żywo i kiedyś Kobranocki zaprosił sekcję T.Love czyli Sidney`a i Nazima do zagrania na żywo swojego autorskiego materiału. Na drugiej gitarze wspomagał ich Adam Burzyński, gitarzysta Kazika Na Żywo, znany z nienagannej techniki i charakterystycznego metalowego brzmienia. Całość była wyprodukowana w warunkach domowo-studyjnych, jednak studia, w których Kwiatek realizował tę płytę są bardziej znane z produkcji reklam, niż z nagrywania muzyki. Realizacja tych piosenek nie podoba się Sidney`owi zupełnie, natomiast niektóre teksty i kompozycje bardzo. Na dodatek płyta została wydana podziemnie, nie miała, więc szansy na żadną promocje, klip, który Kwiatek zrobił do pierwszego singla poleciał chyba ze dwa razy i to o drugiej w nocy. Jednym słowem prywatna, osobista bajka Kwiatka, świat mrocznych tekstów o tematyce biblijnej, melodie wokalu a`la Kazik (dyskretny urok półtonów), rockowa sekcja plus trochę metalu i rocka w gitarach. Całość na pewno ciekawa, niestety za bardzo "dołująca", jak dla Sidney'a.
W dziale audio/video dostępne dwie mp3 z tej płyty.


T.Love

tytuł: Model 01
premiera: 05.11.2001

Ciąg dalszy współpracy z Neilem Simmons'em, tym razem zupełnie w innych warunkach. W między czasie zespół dorobił się własnej sali prób, która z czasem zmieniła się w małe studyjko. To, co przy "Antyidolu" dopiero się zaczynało, w przypadku "Modela 01" osiągnęło apogeum. Piosenki nie powstawały już na próbach, każdy z muzyków komponował w domu, na własnym komputerze. Pomysłów słuchał Muniek i wybierał te, które najbardziej mu się podobały. Mało kto wie, że niewiele brakowało a np. utwór "Ajrisz" nie wszedłby na płytę, gdyż podobał się tylko kompozytorowi (Sidney'owi) i Muńkowi. Reszta zespołu odnosiła się do tej piosenki bardzo sceptycznie. Nowy sposób pracy nad muzyką na pewno wpłynął na brzmienie tej płyty. Nie jest to do końca płyta zespołu T.Love, tylko czterech spółek autorskich: Staszczyk-Perkowski, Staszczyk-Nazimek, Staszczyk-Majchrzak i Staszczyk-Polak. I to niestety słychać, choć płyta na pewno nie jest zła. Słuchając jej w towarzystwie starszych płyt zaskakuje bardzo delikatny sposób śpiewania Muńka, który zawsze trochę się darł i nie stroił. Tu jest wszystko idealne. Każda nutka wcelowana.
W samych testach dużo jest odniesień do przemijania, czuć że Muniek posuwa się nie tylko ciałem, ale i umysłem. I nie jest to bynajmniej zarzut. Tak po prostu jest. Płyta powstawała dość długo w studiu na Tarchominie. Neil, kiedy przyjechał do Polski i zobaczył barak, o którym wszyscy mówili per "studio", zdziwił się i zaczął dziwnie zezować. Mieszkał najpierw u Magilli, a później u Sidney'a. Sidney bardzo miło wspomina ten czas. Pamięta, jak kiedyś Neil poprosił go, żeby zatrzymał się na ulicy przy której stał słup z bocianim gniazdem (w Anglii nie ma bocianów). Neil z 5 minut przyglądał się ptakowi, który zrobił swoją wielkością spore wrażenie :). Neil przez pięć tygodni pobytu w Polsce poznał trochę nasz kraj i uczciwie mówił, co go wkurza, a co mu się podoba. Kolejny raz zdziwił się podczas pracy nad albumem, kiedy nad studiem zawisła groźba powodzi (był to czas, kiedy Wisła wylewała - szczęśliwie Warszawa ocalała :)). Denerwował się, kiedy Sidney brał rower i jechał na pobliskie wały zobaczyć czy już czas pakować sprzęt (studio mieściło się na parterze). Na koniec produkcji płyty Sidney spędził z nim trzy wyjątkowo zabawowe dni w Hamburgu, gdzie odbywał się mastering płyty. Ta płyta nie jest zła, ale szybko po niej pojawiła się chęć nagrania czegoś, co przypominałoby "Prymityw". Jednym słowem komputer chyba nie pasuje do T.Love :)


T.Love

tytuł: Antyidol
premiera: 20.11.1999

Nie ważne, czy ta płyta jest dobra, czy nie. Przygody związane z jej nagraniem zapadną w pamięci Sidney`a na zawsze. Próby odbyły się w bardzo małym garażu na ulicy Wiertniczej w warszawskim Wilanowie. Miejsce to miało gdzieś tak z 20 metrów kwadratowych, ciężko było pomieścić ludzi i sprzęt.
Płyta miała być niekomercyjną odpowiedzią na płytę Chłopaki nie płaczą, która sprzedała się bardzo dobrze. Generalnie był kłopot z kompletowaniem repertuaru. To był okres, w którym większość składu kupiła sobie komputery i zafascynowanie nowymi możliwościami zepchnęło na dalszy plan zwykłe granie na gitarach. Opracowywali wiele pomysłów, z których później zrezygnowali, teraz już nie wiadomo czy słusznie. Największym czadem w tej całej akcji było to, że płyta była nagrywana w Londynie. Kiedy już wszystkie piosenki były gotowe, spakowali cały sprzęt do wypożyczonej małej przyczepki, którą przyczepili do peugota 406, nowego nabytku Sidney`a i ruszyli gniotąc się w 5-u w jednym samochodzie do Londynu. Wyruszyli w nocy i jechali bez przerwy, aż do Amsterdamu, gdzie chcieli odpocząć w kilku coffeshopach. To wariactwo było męczące, ale nikt z nich na pewno tego nie zapomni. Już po kilku kilometrach od Warszawy Muńkowi zdrętwiała noga, bo nie było zbyt wiele miejsca. Londyn przywitał ich twarzą polskiego cwaniaczka, który załatwiał im "fajny" dom na czas pobytu. Niestety hawirka była ździebko zdezelowana, ale czasu na ruchy już nie było. W każdym razie następnego dnia zaczęło się mozolne wbijanie bębnów z precyzją nieznaną w Polsce. Po dwóch dniach na rękach Sidney`a pokazały się bąble, a po trzech trysnęła krew. Ten wyjazd dał Sidney`owi do myślenia. Wszystko może pływać, ale bębny i bas muszą siedzieć tłumaczył załamanemu Sidney`owi Neil Simmons - realizator płyty. Niestety okazało się, że angielska precyzja nie współgra z polskim budżetem, nie starczyło czasu, żeby zrealizować dokładnie wszystkie zamierzenia. Płyta brzmi nieźle, choć nie powalająco, zupełnie inna sprawa jest z zawartością merytoryczną. Pomysły są jakieś, takie dziwne. Ale to już zostawiamy do oceny słuchaczom.


T.Love

tytuł: Chłopaki nie płaczą
premiera: 03.11.1997

Największy sukces komercyjny zespołu T.Love. Głównie za sprawą piosenki tytułowej, której bardzo pomógł dobry teledysk wyreżyserowany przez Łukasza Zadrzyńskiego. To były czasy, kiedy można go było zobaczyć nawet przed głównym wydaniem wiadomości. Całej płyty słucha się wyjątkowo przyjemnie, głównie za sprawą niezłych kompozycji i wielu ciekawych pomysłów realizacyjnych, które udało się przeprowadzić przy pomocy Lecha Kamińskiego.
Płyta była nagrywana w studiu Winka Chrósta w Sulejówku, a miksowana w S-4 na Woronicza. Takie piosenki jak "Ona i ona" , "Kumplowi" czy "Bajer" brzmią naprawdę jak wypasione produkcje zachodnie. Jest też kilka ewidentnych wpadek, do których Sidney zalicza "Na rogu" i "Kup mnie". Na tej płycie słychać zafascynowanie glam-rockiem. "Chłopaki", "Sobota", "Bajer" czy "Popularny" to wyraźne nawiązania do takich zespołów jak T.Rex czy Slade. Wiele tekstów jest dekoracyjnych , tylko kilka zawiera naprawdę mocny przekaz ("Jest super", "Komercja"). Niektóre piosenki na stałe weszły do repertuaru koncertowego między innymi: "Chłopaki nie płaczą", "Jest super" czy "Stokrotka". Płyta kolorowa w swoim brzmieniu, ale niestety nie tak udana jak Al Capone.
Generalnie luz, zafascynowanie dragami i spora "wolność twórcza". Pierwsza płyta, na której znalazły się aż 3 piosenki skomponowane przez Sidney`a.


T.Love

tytuł: Al Capone
premiera: 13.05.1996

Naturalny ciąg dalszy Prymitywu i swoistej wolności twórczej, którą poczuł zespół już na poprzedniej płycie. Mnóstwo eksperymentów i ciekawych brzmień. Płyta kolorowa, jak żadna z dotychczasowych i następnych płyt T.Love`u. Fajne teksty, często bezkompromisowe (No pasaran, 19.11.95). Al. Capone był nagrywany w studiu S4 na Woronicza przez Leszka Kamińskiego. Ta płyta zaskakująco dobrze brzmi, mimo tego że, była nagrywana w normalny "polski" sposób, czyli tak szybko, jak się da. Bębny były rozstawione w pomieszczeniu oddalonym od właściwego studia o kilkadziesiąt metrów, cały zespół grał razem, z czego zostawały tylko bębny i bas. Muzycy porozumiewali się przez wewnętrzny intercom. Ciekawostką było zadanie Kajetana Aronia, który w trakcie nagrywania piosenki "She loves dostojewski" stał obok Sidneya i łapiąc talerz tłumił co jakiś czas dźwięk. Fajną sprawą była wizyta Kory Jackowskiej w studio, która recytowała fragment wiersza Lorcy pt. "Róża" w piosence "Klaps". Na płycie znajduje się też piosenka pt. "Peter Gray" napisana dla przyjaciela zespołu, Anglika, który jako technik pojechał w jedną z tras po Polsce. Nomen omen niedługo potem niestety zmarł i piosenka ta leciała z boom-boxa podczas jego pogrzebu. To był czas fascynacji kinem Quentina Tarantino, nagłą amerykanizacją polskich ulic i nie da się ukryć, sporym spożyciem nie tylko piwa. W piosence "Olej" udzielał się Sebastian Imbierowicz dzisiaj znany wszystkim jako DJ.600 V. Z tamtej sesji nagraniowej Sidney pamięta dość seksowne skrzypaczki, które nagrywały swoje partie nieświadome tego, że gapią się na nie Sidney i Muniek ze studia obok:).
W niektórych tekstach można doszukać się historii prawdziwych, wziętych z życia poszczególnych członków zespołu ("pękniętego miał":). Według Sidney`a to bardzo udana płyta.


T.Love

tytuł: Prymityw
premiera: 07.11.1994

Pierwsza płyta nagrana z Maćkiem Majchrzakiem, gitarzystą Incrowd, kumplem Sidney`a, który po odejściu Janka Benedka dołączył do składu. Nowe czasy, nowa energia. Sidney miał już gitarę i z pierwszych funtów, których się nauczył powstała piosenka "To nie jest miłość". Próby w Rivierze często kończyły się wspólnymi wypadami na miasto. Dużo humoru w tekstach plus proste brzmienie punkowych gitar. Energia prostych rytmów, zgrywy z mafii ("Chłopcy"), z siebie ("T.Love, T.Love", "Zygmunt Staszczyk"), albo odgłosy stadionu piłkarskiego ("Mecz"), to właśnie to, za co fani lubią tę płytę najbardziej. Niewątpliwie płyta powstała w bardzo dobrym momencie, zespół poczuł wolność artystyczną po "benedkowym zamordyźmie". Nie wszyscy rozumieli co prawda, o co chodzi w tym "prymitywie" - Tomek Kopeć, "szyszka" w firmie fonograficznej, od promocji miał pomysł na przykład, żeby do klipu i sesji zdjęciowej przebrać zespół za jaskiniowców, którzy siedzą przy ognisku w stylu "Walki o ogień":). Na płycie w końcowej piosence "Kapeloland" partie tamburu nagrał nauczyciel chemii z liceum Sidney`a, byddysta, który grał na indyjskich instrumentach - Marek Sawicki. Na brzmienie płyty miała wpływ zmiana studia z Izabelina na studio Winicjusza Chrósta "Sulejówek", w którym Lechu Kamiński uzyskał dość dobre, brudne brzmienie. "Gloria" została nagrana na tzw. setkę w studio (czyli bez oddzielnego nakładania śladów). Wiele pomysłów na teksty powstało podczas wspólnych balang np. "czy podpisałbyś folksliste?", "nic do stracenia", "budapest keleti", pomysł na tekst "to nie jest miłość" itd.
Fajnie się słucha tej płyty.


T.Love

tytuł: I love You
premiera: ??.04.1994

Druga płyta koncertowa w historii T.Love. Ostatnia z odchodzącym ze składu, Jankiem Benedkiem. Kompilacja trzech koncertów: z Wołomina, warszawskiego Remontu i Olsztyna. Plan był taki, żeby uwiecznić stones'owe brzmienie kapeli, które za chwilę miało przejść do historii. Z resztą już za chwilę przeszło, bo do kapeli doszedł Maciek Majchrzak i T.Love zaczął brzmieć bardziej punkowo. Płyta jest ceniona przez fanów, chociaż Sidney'owi średnio się podoba. Na koncertach odbiła się atmosfera konfliktu w zespole. Sprzęt, do rejestracji tego koncertu, pozostawiał wiele do życzenia, miks w wykonaniu Grześka Piwkowskiego też. Z drugiej zaś strony powodzenie płyty zapewniły studyjne bonusy, czyli piosenki "I Love You" i "Syn miasta" (cover Manonegry z muńkowym tekstem).
"I Love You" stało się jednym z epokowych dokonań T.Love - świetny tekst plus "White reggae" bez napinki na Stones`ów, szczery anty-establiszmentowy przekaz, z którego Muniek później chyba niepotrzebnie wyrósł. "Syn miasta" - piękna piosenka, jakby specjalnie uszyta dla Muńka przez Manu Chao i Manonegre, także robi wrażenie. Te dwa utwory zespół włączył do swojego stałego repertuaru koncertowego, a ludzie się w nich chyba zakochali. Sam koncert jest nierówny, zdarzyły się wykonania świetne, takie jak "Bęben mój", ale też dziwne, takie jak "Warszawa". Prawda czasu, prawda ekranu, a w tym wypadku głośnika. Tak zespół rzeczywiście grał i brzmiał w tamtych czasach.


Incrowd

tytuł: Deadman syndrome
premiera: ??.04.1994

Biały kruk polskiej fonografii!, płyta, o którą do tej pory pytają się ludzie pamiętający zespól sprzed lat! "Deadman syndrome" to jedyna płyta Incrowd. Zespól założył Maciek Majchrzak (obecnie gitarzysta T.Love), Sidney Polak (bębny), Adam Nowakowski (wokal, obecnie pracownik znanej agencji reklamowej) i Szuster (bas, obecnie tłumacz z angielskiego, specjalizujący się w filozofii). Wspaniała dokumentacja tamtych czasów i fascynacji zespołami typu Red Hot Chilli Peppers, Living Colour, Bad Brains, 24-7 Spyz, Faith No More czy King's X. Surowe brzmienie pozbawione jakichkolwiek nakładek, jedna gitara, bas, bębny i wokal. Brak klawiszy i drugiej gitary był świadomym zabiegiem, który miał dać charakterystyczne brzmienie. Wszystkie teksty po angielsku.
Niestety za brzmienie studyjne odpowiadał Wojtek Przybylski, który zamiast czuwać nad soundem, czytał w studio pisma motoryzacyjne z używanymi samochodami, bo właśnie kupował auto. Tak to jest, jak zespół, dla którego płyta jest przysłowiowym "być albo nie być" realizuje płytę ze starym wyjadaczem, któremu generalnie nie za bardzo zależy. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że nagrane ślady trącą gównażerią wynikającą z niedoświadczenia, a sam miks jest po prostu zgrzebny. Mimo tego Sidney słucha tej płyty z rozrzewnieniem, wspominając beztroskie lata, kiedy powstawała. Zespól miał próby za ekranem kina Riviera na ul.Waryńskiego, zazwyczaj późno w nocy po ostatnim seansie. Powroty na Żoliborz wiązały się z jazdą nocnym przez całe miasto, aż na Plac Wilsona. A wszystko zaczęło się w roku 1992 ,na wydziale socjologii na Karowej, gdy małoletni Majcher (student dziennikarstwa) przyszedł przed wykładem do Polaka i roztoczył wizję zrobienia zespołu, który osiągnie sukces światowy. Zaczęli grać próby i szybko skrystalizował się skład. Działalność koncertową zainaugurowali 20 grudnia 1992 w warszawskim klubie Filtry. Ostatni koncert zagrali w Dekadencie 11 listopada 1995. Zespól prowadził bujne życie towarzyskie. Bardzo często umawiali się w centrum miasta (Majcher jechał z Ursynowa, a Polak z Żoliborza) tylko po to, żeby pogadać czy napić się coca-coli J. Miejsce swoich spotkań zmieniali biegnąć, na przykład spod Forum do dawnego klubu Underground koło Victorii albo do Giovanniego na Krakowskim Przedmieściu. Old-scholowe czasy, old-scholowa muza.
Z uwagi na to, że płyta jest już niedostępna, wszystkie piosenki zostały umieszczone w dziale audio/video w formacie mp3.


T.Love

tytuł: King
premiera: ??.12.1992

Ta płyta zawiera różne piosenki. Od tytułowego "Kinga", który stał się t.love`owym hymnem, do piosenki "Never come back" zaśpiewanej przez Janka Benedka, która jest na tej płycie nie wiadomo po co (ale wiadomo dlaczego - Stonesi tak robili:), świetne teksty, takie jak: "King", "Dzikość serca", "Motorniczy", czy "Pani z dołu" sąsiadują tu z "delikatnymi gniotami", takimi jak: "Kiełbasy Harmanna", albo "Stany". Na brzmieniu płyty niewątpliwie piętno odcisnęli: Leszek Kamiński, który dobrze nagrał, całkiem nieźle już wtedy grający zespół i Perkoz, nowy gitarzysta - świeży nabytek z zespołu De Mono. Płyta była nagrywana w Izabelinie, próby odbyły się w Rivierze na Waryńskiego. Sidney pamięta, jak pożyczył do studia bębny firmy Sonor od perkusisty Wilków "Młodego" (dziękujemy Młodemu!), gdyż cały czas nie miał jeszcze takich, które dało by się nagrywać. Dopiero ten album umożliwił mu zakup zawodowego instrumentu. Cały materiał kupił od zespołu niejaki "Baron", wtedy potentat na muzycznym rynku pirackim, który przywiózł do Warszawy walizkę pieniędzy:). Dlatego też trudno powiedzieć, ile tej płyty się sprzedało. Podczas pracy nad tym materiałem doszło do kilku nieporozumień związanych z faktycznym autorstwem kilku piosenek. Perkoz, który wymyślił mostek do "Kinga" chciał być uwzględniony, jako współkompozytor, natomiast Sidney i Nazim mieli pretensje o "Motorniczego" i "He was born to be a taxi driver", które powstały podczas wspólnych jamów. To autorytarne podejście Janka Benedka stało się zarzewiem konfliktu w zespole, który skończył się odejściem Janka z zespołu po płycie "I love you". W sumie bardzo fajna płyta, jak to powiedział Muniek "apogeum możliwości spółki autorskiej Staszczyk-Benedek".


T.Love

tytuł: Pocisk Miłości
premiera: ??.??.1991

Pierwsza płyta T.Love z Sidney'em. Całkowita zmiana brzmienia zespołu. Odejście od ludyczności, tak charakterystycznej dla starego składu. Totalna miłość i uwielbienie dla Rolling Stonesów prezentowane przez Janka Benedka położyło się cieniem na wszystkich piosenkach i aranżacjach.
Połowa płyty zawiera angielskie teksty. Całość dość plastikowa. Wszystkie bębny zostały zaprogramowane na komputerze, tylko talerze zostały nagrane na żywo. Płyta była nagrywana w starym studio Andrzeja Puczyńskiego w Izabelinie. Realizatorem był Robert Brylewski, wtedy jeszcze w całkiem dobrej formie. Jak mówił Janek Benedek jedyny człowiek, który rozumiał go w kwestii nagrania gitar, tak ważnych dla brzmienia tej płyty. Najlepsza piosenka z tego albumu "Warszawa" uzyskała pierwsze miejsce na liście Programu Trzeciego Polskiego Radia Marka Niedźwieckiego i zapoczątkowała dobrą passe nowego składu. Są też na tej płycie totalne porażki, takie jak "Sarah" i "Acid Mover", kompletnie nie pasujące do reszty, włożone chyba, tylko po to, żeby piosenek było więcej niż 10. Większość gitarowych śladów Janek nagrał sam, bo był niezadowolony z tego, jak gra Krzysiek Szymański (w jego wykonaniu tylko solówka w Pocisku Miłości). Przemek "Hipis" Wójcik swój bas zdołał nagrać tylko do połowy piosenek. W reszcie wyręczył go Janek.
Rewelacyjna solówka Przybielskiego na trąbce w Warszawie. Ciekawostką jest to, że to jedyna płyta nowego T.Love, która ukazała się w analogowej wersji nakładem firmy Arston.

projektowanie stron WWW | bloczki fundamentowe Toruń | Semmelrock, Libet Toruń grafika: Trust, bart, Tom Petty